"Kobiety a polityka" - artykuł z 1930 roku (pisownia oryginalna)

"Równouprawnienie polityczne kobiet w Polsce ma w sobie coś ze zjaw, z któremi spotykamy się na seansach spirytystycznych, a mianowicei, jak one, meterjalizuje się tylko na pewien czas i w pewnych tylko warunkach - na seansach przedwyborczych.

Wtedy to ze strony augurów politycznych wypowiadane są tajemnicze zaklęci, z których wynika, że w tej jedynej chwili, gdy zjawa prw politycznych kobiet nabiera fizycznej konstystencji , "równouprawnione" przecież obywatelki głosowa powinny na Nr taki a taki.

W minutę po wyborach zjawa znika, przestaje być realnością, przechodzi w świat cieniów i niechaj nikt na nią już nie powołuje!.. Jak duch, po kogutów pianiu przepadł w mrokach nowego poranka.

Natomiast staje znów do oczu twarda rzeczywistość: zarobki robotnic przy równowartości pracy są w połowie mniejsze od zarobków towarzyszów - mężczyzn.

W biurach redukcje dotykają przedewszystkiem urzędniczki.

Mężatki usuwa się ze szkół i murem chińskim odgradza się cały świat kobiecy bez żadnego wyjątku od wszelkiego istotnego wpływu na życie państwa i narodu, nie dopuszczając ich do twórczych i odpowiedzialnych stanowisk w państwie.

O to wszystko nie wińmy wcale mężczyzn.

Wińmy same siebie.

Kobietą nie lubi polityki... nie lubi takiej, jaką ona jest dziś. Ma wstręt do tej walki, w której przelewa się nietyle morze krwi, ile morze atramentu i farby drukarskiej, w której zamiast szrapneli i granatów padają oszczerstwa i potwarze, a w której zwycięzcą bywa nic ten, kto posiada istotnie największy kapitał zasług, sympatyj i uznania, ale ten, kto rozporządza największymi sumami pieniędzy i najliczniejszym sztabem płatnych agitatorów.

Tak przynajmniej u nas i nie u nas wyglądała polityka dotychczas.

Wstręt do tego rodzaju akcji politycznej wypowiedziała niedawno bardzo wyraźnie jedna z kobiet, twierdząc, że „polityka nie jest córka, ale pasierbicą idei."

No, trudno i pasierbice muszą żyć... I nie należy się od nich odwracać dlatego, że mają mniej szlachetnego pochodzenia — matki.

A możeby tę nieszczęsną politykę tak od wewnątrz światłem idei rozświetlić, żeby gorzała w ciemnościach, jak pochodnia nowego państwowego bytu Polski.

Że tylko ta polityka współczesna nam odstręcza kobiety, jest fakt, że ongi, przed odzyskaniem przez Polskę państwowego bytu, kobiety polskie brały bardzo czynny udział w polityce rewolucyjnej, oświatowej, w polityce obrony przed uciskiem religijnym i t.d., i t.d.

1 to ciekawe, że nikt im tego wówczas nie wzbraniał. Nikt się przed nie tak gwałtownie nie wysuwał.
Nikt nie nakazywał im, by przynosiły pozwolenia mężów na przewóz przez granicę rosyjską broni, dynamitu, „bibuły" propagando woj. Za tę politykę bowiem nie otrzymywało się wówczas pensyj, orderów, nimbu sławy.

Za tę politykę zwyczajną prozaiczną bardzo zaplatą była koza...

Od owych czasów polityka radykalnie zmieniła swoje oblicze. Zszargała się. Nabrała brudu na szaty. I kobieta polska, mimo nadanego jej ustawowo prawa uczestnictwu w jej sprawach i dziełach, odwróciła sic od tego straszydła.

1 winna jest!

Winna, że nie skorzystała dotąd właściwie z przysługujących jej praw, że nie zużytkowała dotąd na rzecz dobra Polski — jej postępu i rozwoju — tej olbrzymiej siły, jaką są miljony wyborczyń.

Nieobecni są zawsze winni.

Jeżeli nie mamy dziś wpływu na życie publiczne, jeżeli nie możemy przeprowadzić żadnego z wysuwanych przez cały świat kobiecy postulatów, jeżeli obywatelstwo nasze w wolnej Polsce jest obywatelstwem 2-giej klasy — to nasza i tylko nasza wina! To dlatego, że nie wytworzyłyśmy poważnych zorganizowanych ośrodków siły, z któremi i musiałoby się liczyć każde stronnictwo i każdy rząd.

Nie wątpię, że to jest objaw przejściowy.

Przezwyciężywszy wstręty i uprzedzenia, kobieta polska wejdzie niewątpliwie niezadlugo juz w zaklęty krąg tajemnic wewnętrznej polityki naszej po to, by je rozjaśnić, by wydobyć z nich ukrytą i zgaszoną brudnemi rekami czystość idei.

Tak długo, tak długo, gdy objawiałyśmy aspiracje do życia o szerszym tchnieniu, odsyłano nas do kuchni, do garnków, a potem... z właściwą światu męskiemu konsekwencją dano nam... równouprawnienie polityczne...

Pójdźmy za glosom obu tych wskazań!

Zajrzyjmy do kuchen politycznych, zobaczmy jakie tam dla narodu potrawy warzy kucharz — partyjnik wymiećmy śmiecie i brud z tych laboratorjów publicznego życia.

Zawodowi politycy twierdzą, że kuchnia partyjna musi być brudna. My z tradycji dotychczasowych zatrudnień naszych wiemy, że biada gospodarstwu, gdzie kocioł z warzą męty trujące zawiera.

„Pytacie, co znaczy pochodnia — czemu dałem ją do rąk kobiecie?..." mówi Wyspiański, twórca głębokich misterjów „Wyzwolenia".

I tłumaczy: „Pochodnia znaczy ogień, żar.“

Dojrzał ją wizjoner ten w ręku Polki.

I nie trzeba, żeby zgasła!

Z pochodnią tą iść ona winna śmiało na scenę politycznego życia Polski, popalić nią śmiało wszystkie słomiane kukły, kłamiące bezwstydnie idee i zasady, wszystkie chochoły, pamiątki mroźnej zimy, a potem w nieogrzane dotąd i nieoświetlone dziedziny polskiego życia ponieść światło i żar gorący."

Komentarze